MIMOSZKOLNIE | Blog o edukacji i szkolnictwie.

Mar/10

30

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk: Zdjęcia albo szkoła – zniewalający wybór łódzkich licealistek

“Usuńcie zdjęcia albo ja usunę Was ze szkoły”  miały usłyszeć od wicedyrektor dwie uczennice IX Liceum w Łodzi. Sprawę opisuje Marcin Markowski w dzisiejszej (30.03.2010) Gazecie Wyborczej.

Ania i Maja to uczennice IX Liceum w Łodzi, którym szkoła grozi wydaleniem, jeśli nie usuną z prywatnego fotobloga zdjęć, na których trzymają się w objęciach. Zdjęcia, z wielu względów zasługujące na miano profesjonalnych i artystycznych, wykonała koleżanka licealistek, te zaś umieściły je na prowadzonym przez Anię, pasjonatkę fotografii, blogu. Kilka tygodni temu zdjęcia obejrzała wychowawczyni klasy, do której uczęszczają Ania i Maja, a także szkolna pedagog i pielęgniarka. Wezwały uczennice i nakazały im usunąć zdjęcia, nakaz ten uzasadniając, jak donosi za licealistkami autor artykułu w GW, propagowaniem odchudzania i  stwarzaniem zagrożenia anoreksją. Zaskoczone dziewczyny udały się do pani wicedyrektor, aby wyjaśnić sprawę. Usłyszały jednak, że zdjęcia mają być niezwłocznie usunięte, bo nie tylko zachęcają do odchudzania, ale też stanowią manifestację orientacji seksualnej niepełnoletnich uczennic.

Ania i Maja albo zdjęcia usuną, albo same zostaną usunięte ze szkoły. Nie pomogła interwencja rodziców ani tłumaczenia zajmującego się fotografią brata jednej z dziewczyn, że te zdjęcia to sztuka, kreacja artystyczna, że to, co dostrzega w nich p. dyrektor (manifestację homoseksualnej orientacji modelek) niekoniecznie musi być dostrzegane przez innych. Nie pomogły także argumenty samych uczennic, że to, co umieszczają na blogu, to ich prywatna sprawa i prawo, którego nie może im odbierać szkoła, a także, że zdjęcia ze szkołą nie mają nic wspólnego. Pani dyrektor poleciła matce Ani rozmowę z córką i przekonanie jej, aby zdjęcia usunęła. Oczekuje, że po świętach zdjęć Ani i Mai już na fotoblogu nie będzie.

Jak zachowają się w tej sytuacji licealistki? Autor artykułu przytacza ich wypowiedzi, z których wynika, że czują się jak w potrzasku: “Chciałabym móc być sobą, jednocześnie nie będąc zmuszaną do rezygnacji ze szkoły. (…)  Nie chcę wylecieć ze szkoły, ale nie chcę też usuwać tych zdjęć, bo tym przyznam, że mają rację. A ewidentnie jej nie mają” – mówi Ania. I pyta: “Jak to wszystko się ma do prawa do nauki? Do konstytucyjnej wolności?”.

Jakiś czas temu we wrocławskim XIV Liceum wybuchła dyskusja na temat obecności krzyży w szkolnych klasach.  Wywołała ją trójka uczniów, którym nie odpowiadała manifestacja poglądów religijnych w przestrzeni publicznej, jaką jest szkoła. Uznali oni tę manifestację za wyraz przemocy wobec osób niewierzących lub wyznających inną niż chrześcijańska religię. Dyskusja nie znalazła dla siebie miejsca w murach szkoły (o czym przeczytać można w tekście dr Pawła Rudnickiego w Krytyce Politycznej). Została sprowadzona przez szkolne władze (formalne – dyrekcja i nieformalne – katecheta) do poziomu farsy i żartu, a jej inicjatorzy zostali wyśmiani i obrażeni między innymi przez takie autorytety, jak były minister edukacji Ryszard Legutko. Krzyże z klas w XIV LO ani w żadnej innej z polskich szkół nie zniknęły.

Tamto wydarzenie, wraz z dzisiejszą historią licealistek z Łodzi tworzą wyraźny komunikat, który powinien być jasny dla wszystkich, jeszcze wierzących w polską tolerancję i neutralność światopoglądową polskich instytucji publicznych – komunikat o tym, czego manifestacja jest pożądana, także w sferze publicznej, a czego zakazana, nawet w sferze prywatnej.

Tags: , , , , ,

2 comments

Zostaw odpowiedź

Poprzedni:

Następny:

/