MIMOSZKOLNIE | Blog o edukacji i szkolnictwie.

Jun/11

30

Rafał Bakalarczyk: Początek wakacji – dalszy ciąg wykluczenia?

Teoretycznie młodzież w wieku szkolnym ma w związku z nadejściem wakacji więcej powodów do radości niż inne grupy wiekowe, np. ludność pracująca (zwłaszcza w obliczu prekaryzacji życia, która sprawia, że duża część pracowników nie ma zagwarantowanego prawa nawet do krótkiego urlopu). W praktyce jednak także dla dużej części  dzieci i młodzieży   zakończenie roku szkolnego wcale nie musi oznaczać ulgi i perspektywy relaksu i przyjemności. W ostatnim Przeglądzie[1] słusznie opisano szereg tego powodów, uzasadniających tezę, iż wakacje często nie stają się czasem wypoczynku, a okresem pogłębiania nierówności. Chciałem uzupełnić tę diagnozę o kilka mniej wyeksponowanych wątków. Okazuje się bowiem, że w obecnym układzie stosunków społecznych wakacje nie tylko pogłębiają nierówności, ale także wykluczenie.

Wakacyjna przerwa od… dożywiania

Nastanie wakacji przekłada się nieraz na czasowe wstrzymanie dożywiania dzieci uboższych, które w czasie roku szkolnego odbywa się właśnie w szkole. Realizacja programu dożywiania pozostawia wprawdzie – w świetle zeszłorocznej kontroli  NIK[2] –wiele do życzenia, zarówno jeśli chodzi o wartość odżywczą, sposób przygotowania i dystrybucji oraz i skuteczność adresowania, niemniej jednak stanowi realny instrument zaspokajania fundamentalnych potrzeb. Zamknięcie szkoły w okresie letnim, zwłaszcza wówczas, gdy przeprowadzany jest remont, uniemożliwia dzieciom korzystanie z tego typu pomocy, nawet jeśli na ten czas misja dożywiania zostaje przesunięta w kierunków okolicznych MOPSów. Ryzyko stygmatyzacji rośnie, a podział na „tych z MOPS-ów” i resztę wyostrza się.  Poza tym to, na ile skutecznie i dyskretnie wykorzysta się ofertę pomocy społecznej dla dzieci w tym zakresie jest bardzo uzależnione od motywacji i zachowań rodziców, co powoduje, że nie wszystkie dzieci korzystają z tego we właściwej formie i zakresie.

Na tym tle widać, że szkoła, przy wszystkich swoich słabościach, ma jednak swoje społeczne zalety. To ona  może stanowić  instrument realizacji wielu kompensacyjnych funkcji polityki społecznej, także w zakresie Narodowego Programu Dożywiania. Przypisanie  szkole  tych funkcji nie jest przypadkowe, ale zdaje się wynikać z fundamentalnej cechy tej instytucji, jaką jest jej publiczny i powszechny, uniwersalny (w odniesieniu do określonych kategorii wiekowych) charakter, dzięki czemu obejmuje ona różnymi działaniami dzieci z różnorodnych środowisk, niezależnie od inwencji jaką wykażą ich rodzice.

Wykluczeni z możliwości wyjazdów

W kontekście deprywacji potrzeb żywieniowych, jaka grozi wielu dzieciom w czasie wakacji, warto spojrzeć na możliwość wyjazdów. Kolonie, a poniekąd także półkolonie (jeśli wiązałyby się z wyżywieniem) mogą nie tylko ograniczyć problem niedożywienia, ale również stygmatyzacji tych, którzy po posiłki idą do MOPS-u czy jakiejś instytucji charytatywnej. Nie jest to oczywiście jedyna ani najważniejsza kwestia związana z wyjazdami dzieci poza miejsce zamieszkania, a problemem od lat jest brak takiej możliwości. Skutki tego są znacznie bardziej długofalowe niż okres wakacji.

Z badań realizowanych od niemal 20 lat przez CBOS wynika, że w badanym okresie udział gospodarstw, z których żaden z uczniów nie wyjechał na przynajmniej tygodniowy wypoczynek wynosił od 40 do 55%. W 2010 dotyczyło to 43% (spadek względem 2009 roku o 5%), ale należy dodać do tego jeszcze 9% gospodarstw, z których wyjechali, ale nie wszyscy. W sumie daje to 50%.  Badanie miało na celu zidentyfikowanie również głównych przyczyn braku wyjazdów. W 2010 roku jako przyczyny podawano:  „brak pieniędzy na wyjazd” (62%), „nie było możliwości wyjazdu, brak zorganizowanego wypoczynku” – 32%, „nie muszą wyjechać na wakacje, mogą spędzać je w domu, nie chcieli wyjeżdżać” – 23%, „musieli pomóc w gospodarstwie rolnym” ( 22%), „brakowało czasu (uczniom lub opiekunom)” – 19%, „są za mali” – 18%, „pracowali zarobkowo” – 9%, „stan zdrowia nie pozwalał im na wyjazd” – 5%.[3] Nie wchodząc z w szczegółową analizę struktury odpowiedzi, jakich udzielili respondenci, wyraźnie widać, że najczęściej wskazywaną przez nich przyczyną jest brak pieniędzy.

Kto dofinansuje wyjazdy?

Znając już zasadnicze przyczyny problemu, zastanówmy się, co możemy z nim począć? W pierwszej kolejności nasuwa się polityka kształtowania płac i stosunków w pracy, a także polityka transferów finansowych, które pozwoliłyby uzupełnić dochody rodzin, które na rynku uzyskują niewiele. Nie od dziś wiadomo, że w obu sferach – płac na rynku pracy i publicznej polityki kompensacyjnej – nie mamy do czynienia z satysfakcjonującymi zjawiskami. Czy na tym etapie rozwoju kraju mogłyby one przebiegać inaczej? Moim zdaniem tak (co potwierdzają korzystniejsze wskaźniki nierówności dochodowych oraz wykluczenia materialnego w innych krajach regionu) jednak dalsze zagłębianie się w to zagadnienie zasługuje na osobny wpis. Oprócz działań w wyszczególnionych wyżej obszarach, można – i z lepszym lub gorszym skutkiem się to czyni – próbować zapewnić dzieciom wyjazd, niejako „omijając” złą sytuację dochodową rodzin, organizując i dofinansowując wczasy z zewnętrznych źródeł.

Tymi źródłami mogą być służby społeczne, organizacje trzeciego sektora (zwłaszcza fundacje) oraz zakłady pracy. Zasadniczo środki z każdego z powyższych źródeł przeznaczone na ten cel poprawiają sytuację, ale wszystkie one mają też szereg słabości, w tym jedną zasadniczą wadę – są z natury rzeczy selektywne oraz uznaniowe, w związku z czym  ograniczają dostęp dla wielu potrzebujących grup. Trudno więc  uznać je w obecnym stanie rzeczy za prawdziwe systemowe wsparcie.

Jeśli chodzi o wyjazdy finansowane przez  MOPS, to jeśli w ogóle znajdą się na to środki, rozwiązanie to ma szereg mankamentów. Przede wszystkim adresatami tej pomocy mogą być tylko dzieci z rodzin żyjących na poziomie poniżej progu ustawowej granicy ubóstwa (kwalifikującej do finansowego wsparcia z pomocy społecznej). Ma to przynajmniej  trzy negatywne implikacje. Po pierwsze, część dzieci, w których dochód w rodzinie  minimalnie przekracza próg ubóstwa (a jest wciąż na tyle niski, że przekroczenie go nie pozwala na zapewnienie sobie wczasów z własnych środków) nie ma możliwości skorzystania z tego typu wyjazdów. Po drugie, utrwala to segregację. Jeśli dzieci z rodzin najuboższych będą wyjeżdżały na wakacje tylko w swoim gronie, będzie następowała jedynie  wewnątrz-klasowa integracja osób ubogich z dala od doświadczeń, które towarzyszą dzieciom z innych warstw. Po trzecie, taka integracja, oprócz tego, że może reprodukować segregacje społeczne, niekoniecznie musi przynieść dzieciom spokój i odpoczynek. Wynika to z tego, że dzieci żyjące w nędzy i środowiskach dewaloryzowanych, są – co zrozumiałe – bardziej podatne na różne zachowania patologiczne i agresywne, przez co wyjazdy w jedynie własnym gronie niekoniecznie muszą przynosić bezpieczeństwo i odpoczynek.

Można próbować problem ten częściowo ominąć, nie tyle finansując dzieciom wczasy z MOPS, ale dokładając środki do  obozów i kolonii na które jeździłaby młodzież z różnych środowisk. To jednak – poza tym, że mogłoby nie wystarczyć w sytuacji w których rodziny nie mają wkładu własnego, a nawet jeśli mają nie zawsze są gotowe przeznaczyć go akurat na ten cel – wiąże się jednak z innymi problemami. Na przykład, najbiedniejsi mogą być wykluczani i stygmatyzowani przez wczasową grupę rówieśniczą ze względu na brak kieszonkowego, odpowiedniego ubrania etc.

Niepubliczne źródła

Jeśli chodzi o organizowanie wczasów dzięki wsparciu III sektora, to ograniczenie tego rozwiązania polega na tym, że jest to wsparcie niepewne (które dociera często do jednostek, a nie większych grup) i uznaniowe. Ponadto, III sektor jest uzależniony od zewnętrznych źródeł, zarówno publicznych, jak i prywatnych. W warunkach dekoniunktury – kiedy najwięcej rodzin wpada w ubóstwo – organizacjom tym szczególnie trudno jest pozyskać prywatne oraz publicznej środki. Innymi słowy, w okresach kiedy zapotrzebowanie na wparcie jest najwyższe, możliwości udzielenia go z zewnątrz są najskromniejsze.

Z kolei finansowanie „wczasów pod gruszą’’ z funduszu socjalnego przedsiębiorstw ma – w obecnej strukturze gospodarczej – ograniczony zasięg. Po pierwsze dlatego, że dominują u nas małe i średnie przedsiębiorstwa, a dopiero zakłady zatrudniające powyżej 20 pracowników są zobowiązane do powoływania funduszu socjalnego. Po drugie dlatego, że w Polsce rozległa jest sfera prekariatu, osób pracujących na umowach „śmieciowych’’, których nie obejmuje korzystanie ze środków funduszu socjalnego. Po trzecie, przedsiębiorstwa adresują swoje wsparcie dla dzieci pracowników, a wiele spośród osób najuboższych znajduje się poza rynkiem pracy (choć należy pamiętać o niepokojącym zjawisku pracujących biednych), na bezrobociu, zasiłkach, rentach etc.

Sektor rynkowy zatem  mógłby, a może nawet powinien,  partycypować  w budowaniu systemu dobrobytu, ale na chwilę obecną – jest to krępowane niekorzystną strukturą gospodarki i modelem stosunków pracy. Głównymi barierami w tym zakresie są:

1)  niskie płace dużej części Polaków (co jest pierwotnym źródłem tego, że część dzieci nie stać na wyjazd);

2) wysoki udział zatrudnionych w ramach umów cywilnoprawnych;

3) dominacja małych i średnich przedsiębiorstw, którym trudno realizować funkcje socjalne.

Być może zatem warto na  problem ‘’wczasów na betonowym podwórku’’ spojrzeć w szerokim, makroekonomicznym kontekście i za punkt wyjścia przyjąć to, co dzieje się w stosunkach ekonomicznych.

Nierównowaga potrzeb, nierównowaga możliwości

Choć ani pomoc społeczna, ani przedsiębiorstwa ani organizacje pozarządowe nie są w stanie rozwiązać omawianego problemu, ich aktywność w tym obszarze wydaje się niezbędna i nie należy jej bagatelizować. Faktyczna niemożność rozwiązania problemu za pomocą dostępnych obecnie instrumentów nie powinna skłaniać do porzucenia działań, które łagodzą tą poważną i społecznie ważną sytuację. Chciałbym poruszyć jeszcze dwa nieraz pomijane aspekty tej sytuacji.

Po pierwsze, pomiędzy dziećmi z rodzin de faworyzowanych a pozostałymi zachodzi nie tylko asymetria możliwości wyjazdowych, ale także asymetria potrzeb w tym zakresie. Dzieci z rodzin wykluczonych statystycznie rzecz biorąc żyją w gorszych warunkach, nieraz niebezpiecznym dla ich zdrowia, zarówno psychicznego jak i fizycznego (mieszkając na przykład w wilgotnych, przeludnionych  mieszkaniach bez toalet i z przeciekającym dachem). Dla nich brak wyjazdu ma o wiele bardziej negatywne skutki niż w przypadku dzieci, żyjących w godziwych warunkach.

Po drugie,  nierówność nie zamyka się w okresie tylko wakacyjnym, ale przenosi się na kolejne fazy roku szkolnego oraz fazy życia dziecka. Nie chodzi tylko o możliwość regeneracji sił, ale także rozszerzenia, choćby nieświadomie, horyzontów w ramach wyjazdów. I znów mamy  asymetrię nie tylko możliwości, ale także potrzeb. W rodzinach gdzie na półkach nie ma książek, a rodzice nie dysponują wysokim kapitałem kulturowym, a często także materialnym (wymienialnym na kulturowy) korzyść z wyjazdu dziecka jest większa niż tam, gdzie środowisko domowe zapewnia bezpieczeństwo socjalne i możliwość rozwoju (co przecież odbywa się nie w ramach intencjonalnych działań, ale w sposób pośredni poprzez normy myślenia i zachowania jakie panują w domu). Utrzymywanie tej nierównowagi w okresie wakacji pogłębia zjawisko reprodukcji kulturowej, jaka w ciągu roku szkolnego odbywa się poprzez działanie systemu oświaty.

Traktowanie wakacji nie w oderwaniu od tego co dzieje się w roku szkolnym wydaje się niezbędne, by móc dobrze zdiagnozować wagę i złożoność problemu wykluczenia i nierówności. Pamiętajmy, że początek roku wiąże się z ogromnym wysiłkiem finansowym dla ubogich rodzin, stąd już w okresie go poprzedzającym rodziny te starają się oszczędzać, co odbija się na szansach zapewnienia dzieciom wyjazdu. Aby sprostać powakacyjnym wyzwaniom finansowym część z uczniów podczas wakacji podejmuje pracę, przez co ich odpoczynek jest skrócony. W dodatku istnieje też grupa dzieci, najczęściej z zaniedbanych środowisk, które muszą przygotować się do egzaminów poprawkowych by uniknąć kolejnej sfery wykluczenia edukacyjnego – drugoroczności.

Widzimy, że w okresie wakacyjnym kumulują się liczne mechanizmy wykluczenia, segregacji i reprodukcji nierówności.  Ci z nas, którzy mają luksus wykorzystania tego czasu na wypoczynek i rozwój, warto aby przez moment pomyśleli o tych, którzy są tej możliwości pozbawieni.

 


[1] A, Grabau, Lato na betonowym podwórku, Przegląd 25/2011

http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/lato-na-betonowym-podworku

[2] http://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-realizacji-programu-dozywiania.html

[3] CBOS, wakacje uczniów – wakacje wypoczynkowe i praca zarobkowa, BS/146/2010

 

Tags: , , ,

Brak komentarzy.

Zostaw odpowiedź

Poprzedni:

Następny:

/