MIMOSZKOLNIE | Blog o edukacji i szkolnictwie.

Archive for May 2012

May/12

17

Bakalarczyk: Bolesne cięcia

Likwidacja szkół  staje się   zjawiskiem  coraz bardziej masowym.  Warto już teraz myśleć o jego skutkach, zwłaszcza w odniesieniu do grup najsłabszych –  uczniów dotkniętych wykluczeniem społecznym  i niepełnosprawnością. To one  najboleśniej odczują skutki dokonanej reorganizacji sieci szkół.

Koszty oddalenia

Najbardziej oczywistą konsekwencją zmian będzie oddalenie miejsca nauki od miejsca zamieszkania. Rodzi to duże koszty jak i niedogodności. W pierwszym oświadczeniu programowym „ Porozumienia Oświatowego[1 dokładnie je wymieniliśmy.

Są to: po pierwsze,   koszty finansowe związane z organizacją  dojazdu. Niezależnie od tego w jakiej mierze opłacą je  gminy, a w jakiej  rodzice – społeczności będzie to słono kosztować,  Po drugie,  są to koszty czasowe ( jak pokazała kontrola NIK z 2009 roku w Warmii i Mazurach wiele uczniów pozostawało poza domem wiele godzin oczekując po lekcjach   na odwiezienie do domu przez zorganizowany transport.[2] Dziś wiele uczniów z obszarów wiejskich spędza kilkadziesiąt minut w drodze do szkoły, z uwagi na to, że konieczność objechania wielu wsi wydłuża czas dojazdu do szkoły.[3] Po trzecie, realnym kosztem ( choć nie przeliczalnym łatwo na pieniądze) jest zmniejszenie bezpieczeństwa  dzieci w drodze do  daleko położonej szkoły. Wszystkie te  koszty niepostrzeżenie mogą przełożyć się na obniżenie kapitału rozwojowego w młodym pokoleniu. Szczególnie jednak boleśnie mogą odczuć to uczniowie i rodzice z grup defaworyzowanych – niepełnosprawnych oraz tych dotkniętych ubóstwem ( część doświadcza obydwu ryzyk jednocześnie – według danych GUS wśród rodzin z przynajmniej jednym dzieckiem  niepełnosprawnym, 11%  nie przekracza granicy minimum egzystencji!)

Zahamowanie inkluzji

Jeśli chodzi o dzieci ubogie, zwłaszcza na obszarach wiejskich, często mogą one nie trafić na czas do  szkoły,  zwłaszcza  że ich rodzice niekoniecznie posiadają samochody, co nie jest rzadkością na terenach wiejskich.  Z kolei transport publiczny nie zawsze działa na polskiej prowincji. Przez minioną dekadę można było obserwować
wygasanie  zarówno połączeń kolejowych  jak i autobusowych. Jak pisała niedawno Rzeczpospolita Coraz mniej jest połączeń autobusowych i kolejowych. Z rocznika statystycznego GUS wynika, że w 2000 roku z regularnych połączeń autobusowych skorzystało 826,6 mln podróżnych. W 2010 roku już tylko 476,1 mln. Polacy autobusami i pociągami nie jeżdżą, bo na prowincji ich już prawie nie ma.”.[4]

Także w dużych miastach dowożenie dzieci środkami miejskiego transportu bywa dla wielu rodzin nie lada problemem. I logistycznym i finansowym. Dla przykładu w Warszawie, gdzie pod nóż poszło w tym roku wiele
szkół, równocześnie mamy do czynienia z podwyżką cen biletów. Gminy mają obowiązek zapewnienia dzieciom transportu jeśli szkoła położona jest powyżej 3 km. od miejsca zamieszkania ( klasy 0-IV) lub 4 km ( klasy V-VI i gimnazja), zaś najubożsi pobierający zasiłek rodzinny mogą dostać dodatek w wysokości 50 zł ( za dojazd do innej miejscowości) lub 90 zł (  w związku zamieszkaniem  poza własnym domem, w miejscowości w której
dziecko pobiera naukę). Wszystko to są koszty publiczny, a realizację tych zasad nie każda uboga rodzina jest gotowa się upomnieć. Poza tym by dostać dodatek trzeba znaleźć się pod restrykcyjnym progiem dochodowym – 504 zł. W rodzinie lub 583 gdy w rodzinie jest dziecko niepełnosprawne. Wiele rodzin niezamożnych, choćby minimalnie przekraczających niski próg,   jest zatem pozbawionych wsparcia.

Drugi problem wiąże się z tym, że chodzenie do szkoły poza miejscem zamieszkania rodzi  potencjalnie
większe trudności w kontaktach zarówno ze społecznością lokalną jak i instytucjami wsparcia, które działają w okolicy zamieszkania dziecka. W przypadku dzieci ubogich ma to ogromne znaczenie. Już teraz  koordynacja i komunikacja między służbami społecznymi a placówkami edukacyjnymi – szwankuje. A to od współpracy między
tymi instytucjami – o czym szerzej pisałem w Nowym Obywatelu[5] – zależy właściwe zidentyfikowanie potrzeb i deficytów rozwojowych dziecka oraz skuteczne zaadresowanie adekwatnego wsparcia. Co gorsza, nawet jeśli udałoby się nawiązać i uruchomić trwałą i pogłębioną współpracę między wspomnianymi instytucjami , w sytuacji oddalenia szkoły od miejsca zamieszkania, istnieją obawy, że będzie ona  słabo zakorzeniona w środowisku życia dziecka. Nie wystarczy bowiem dobra współpraca instytucji. Potrzebne jest również jej osadzenie w społeczności, w której dziecko się wychowuje. Odległość szkoły  od miejsca zamieszkania często fizycznie uniemożliwia dzieciom wiejskim korzystania z zajęć pozalekcyjnych i wyrównawczych. Jak wskazują specjaliści Federacji Inicjatyw Oświatowych wiele  dzieci nie może w nich partycypować z uwagi na to, że ostatni autobus do domu odjeżdża wcześniej niż kończą się owe zajęcia.

Bariery integracji

Nie lepiej wygląda sytuacja uczniów niepełnosprawnych, nawet tych nie cierpiących z powodu ubóstwa. Jedna
nauczycielka ze szkoły integracyjnej  w Łodzi powiedziała mi,  że omawiana likwidacja szkół może zaprzepaścić szanse na  edukację integrację dzieci niepełnosprawnych. Obawy związane z likwidacją szkół,  można rozszerzyć także na nauczanie włączające ( w ramach szkół masowych i ogólnodostępnych klas). Konieczność
dojazdu może prowadzić nie tylko do niedogodności, ale niekiedy stanowić wręcz barierę w korzystaniu z edukacji. Transport publiczny, zwłaszcza na obszarach peryferyjnych nie jest przygotowany dla przewożenia dzieci z
niepełnosprawnością ruchową. Dla wielu z nich to, że szkoła znajduje się w pobliżu jest jedyną szansą na uczestnictwo w edukacji razem z innymi. Także dzieci z niepełnosprawnościami intelektualnymi mogą boleśnie odczuć konieczność dojazdów. Są to często dzieci mniej przewidywalne, o zaburzonych możliwościach
oceny sytuacji i w związku z tym szczególnie narażone na niebezpieczeństwo na drodze, z dala od domu. A nie wszyscy rodzice  mogą pozwolić sobie na dowożenie i pilnowanie swoich pociech. Część z tych dzieci  w tej sytuacji może  wypaść poza system oświaty, co odbierze im szanse rozwoju jak i budowania  więzi społecznych z rówieśnikami. Rodzice zaś mogą zostać zmuszeni do rezygnacji z pracy przynajmniej w dotychczasowym wymiarze, co zwiększa ryzyko ubóstwa.

Pogłębianie izolacji

Problem zapewnienia transportu dla niepełnosprawnych uczniów nie jest problemem nowym, związanym wyłącznie z postępującą likwidacją szkół.  Dotyka już od dawna  także wiele uczniów, którzy uczą się w ramach
szkół specjalnych. Wobec deficytu realnych możliwości  kształcenia w szkołach czy klasach integracyjnych
bądź masowych, często szkoła specjalna jest jedyną alternatywą względem pozostania w domu. Wiele szkół specjalnych położonych jest na obrzeżach miasta lub wręcz poza nim, z mało gęstą siecią komunikacyjną. Bywając w jednej z takich szkół w Łbiskach (pod Piasecznem) miałem okazję nieco dokładniej to zaobserwować. Sama szkoła, choć wydawała się przestrzenią bardzo przyjazną dla niepełnosprawnego dziecka, położona była w otoczeniu dość  odludnym, z dala od większych kompleksów zabudowań.  Niemała część uczniów mieszka więc z internacie ( żeby jednak przejść ze szkoły do internatu, trzeba przejść przez szosę, co jest niebezpieczne i rodzi konieczność ciągłego nadzoru).  Umieszczenie dziecka w tego typu internacie to nie tylko dodatkowy koszt dla rodziców, ale i ze swej istoty niezbyt korzystna sytuacja dla przebywających tam dzieci.  Dzieci przebywają w swoistej izolacji, z dala
od rodziców, co ogranicza  z jednej strony ich  emocjonalne bezpieczeństwo i potrzeby rodzicielskiego ciepła, a z drugiej strony utrudnia włączenie rodziny w proces wychowania i opieki przez szkołę, co byłoby wskazane z punktu widzenia rozwoju dziecka, zwłaszcza wymagającego z przyczyn społecznych lub biologicznych szczególnego wsparcia. Ponadto, dziecko przebywając w internacie tylko z dziećmi niepełnosprawnymi, nie ma zbyt wielu możliwości kontaktów z dziećmi pełnosprawnymi, co przyniosłoby obustronne korzyści. Żeby była jasność,
internaty bywają potrzebne, jednak społecznie szkodliwe jest by przebywało  w nich coraz więcej dzieci niepełnosprawnych z uwagi na brak oferty edukacyjnej dla nich w pobliżu miejsca zamieszkania. A masowy proces likwidacji szkół do tego prowadzi, dorzucając kolejny głaz na drodze ku bardziej integrującemu i włączającemu modelowi edukacji w Polsce.
***

Przedstawione w artykule argumenty powinny dać do myślenia decydentom. Tam gdzie nie jest możliwe już  z przyczyn prawnych czy ekonomicznych  zatrzymanie procesu likwidacji placówek, warto dołożyć starań by złagodzić tego skutki – by oddalenie szkoły od miejsca zamieszkania w jak najmniejszym stopniu nie tworzyło barier i nie przekładało się na indywidualnie ponoszony koszty dla dzieci i ich rodziców, zwłaszcza tych najsłabszych – niepełnosprawnych i wykluczonych. Zniknięcie z mapy Polskiej oświaty wielu szkół różnych szczebli staje się faktem. Jest jednak także wyzwaniem dla reorganizacji systemu by pełnił on w nowych warunkach  funkcje opiekuńcze, integracyjne i wyrównawcze.

Artykuł w nieco skróconej i zmodyfikowej wersji ukazał się pierwotnie w tygodniku społeczno-oświatowym ” Głos nauczycielski” z dnia 16 maja 2012


[1] http://www.demokratyczne.pl/984/stanowisko-dzs-razem-przeciwko-likwidacji-szkol-szkol-za-nowoczesna-i-egalitarna-edukacja
[2] Por. http://nowyobywatel.pl/2012/03/11/coraz-dalej-do-szkoly

[3] tamże.

[4]A.Niewińska, Degradacja Polski powiatowej, Rzeczpospolita, 30 marca 2012 r.

http://www.rp.pl/artykul/852454.html

[5] R.Bakalarczyk, Między edukacją a pomocą społeczną, w: Obywatel, nr 4/2011

No tags

/