MIMOSZKOLNIE | Blog o edukacji i szkolnictwie.

Sep/12

26

Bakalarczyk: anty-przemocowa misja na wielu frontach

Myśląc  o misji dzisiejszej  szkoły i szerzej – oświaty,   zastanawiam się nad jej relacjami z tym, co dzieje się  na zewnątrz, w społecznych uwarunkowaniach jej funkcjonowania. Ten problem pojawia się także, a może zwłaszcza, gdy myślimy o roli opiekuńczej szkoły, czym ostatnimi czasy się zajmuję. Czy owa opiekuńczość ma oznaczać wyłącznie zapewnienie dzieciom dobrostanu wówczas gdy znajdują się w murach szkolnych  – w czasie lekcji, przerw i zajęć pozalekcyjnych? Być swoistym bastionem  fizycznego,  socjalnego i nieraz także  emocjonalnego bezpieczeństwa dla dzieci, które znajdą tu możliwość  rozwoju, stabilność, troskę i oparcie, których nie zawsze doświadczają w swoim środowisku?    Realizacja już nawet  tak zarysowanej wizji,  gdyby zestawić ją  z realiami wielu polskich szkół, brzmi dość utopijnie.

Ale czy nie należałoby postawić cel jakim jest edukacyjna opiekuńczość jeszcze o krok  dalej ,  tj. przyjąć,  że szkoła powinna nie tylko chronić przed niekorzystnymi społecznymi warunkami życia dziecka ale także
uczestniczyć (wespół z innymi instytucjami) w kształtowaniu owych warunków
?


Osobiście przychylam się do tej ostatniej perspektywy, zaś  fakt, iż  system szkolny sam w sobie nie radzi sobie  nieraz ze swoimi podstawowymi funkcjami,  nie stanowi usprawiedliwienia  by odcinać się od innych zadań,  jakim jest współ-kształtowanie społecznych i rodzinnych  warunków życia dziecka.  Co więcej, im umiejętniej instytucje edukacyjne wpłyną na to co dzieje się w  otoczeniu dziecka,  tym łatwiej szkole będzie realizować jej własne funkcje.

Na przykładzie przemocy

Weźmy przykład domowej przemocy. Wczesne zidentyfikowanie problemu i w miarę możliwości  jemu przeciwdziałanie wpłynie na to, że łatwiej będzie zaprowadzić w szkole bezpieczny ład. Dzieciom  wolnym  od domowej przemocy będzie łatwiej koncentrować się na zajęciach,  będą miały też   mniej powodów by wyładowywać frustracje na innych uczniach.  Statystycznie mniej przemocy w domu,  to potencjalnie  mniej przemocy w szkole. Oczywiście nie ma tu
bardzo prostego przełożenia. Przemoc szkolna ma znacznie bardziej złożoną genezę i często nie musi współgrać z przemocą w środowisku życia dziecka. Tym niemniej, bezpieczniejsze warunki życia dziecka to predykator mniejszej
eskalacji społecznych napięć jakie mogą się pojawić w przestrzeni szkolnej.

Być może jest to jeden z tropów w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie jak ograniczyć coraz bardziej niepokojące tendencje,  jeśli chodzi o  szkolną przemoc,  o której  ostatnio  słusznie grzmi polska prasa.  Dane są alarmujące, a skala przemocy sukcesywnie rośnie ( z wyjątkiem krótkiego interwału w postaci rządów w MEN Giertycha). Stosowana przezeń filozofia „zero tolerancji” mogła być w najlepszym razie sposobem na łagodzenie objawów i skutków problemu (choć i to jest dyskusyjne i nie bardzo możemy orzec jakie skutki zarówno bezpośrednie jak i uboczne  miałaby kontynuacja tej strategii gdyby  była prowadzona przez jego następczynie),   natomiast z całą  pewnością nie stanowi sposobu na pokonanie społecznej patologii u źródeł jej występowania. A te przynajmniej częściowo leżą poza samą szkołą.

Dziecko jest narażone na przemoc nie tylko w szkole, ale także – w niemniejszym stopniu – w domu, zaś ta bywa szczególnie okrutna, a dziecko wobec niej bezbronne i bezradne.  Dane na ten temat również są zatrważające.  A ostatnio nagłośnione w prasie przypadki maltretowania dzieci,  także tych maleńkich,  stały się impulsem do zajęcia się tym nie tylko przez media ale organy publiczne (jednym z tego wyrazów ma być – budzący zresztą spory i kontrowersje – przygotowywany system monitoringu losów dziecka.)

Co może szkoła?

Jaką rolę w przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie  może odegrać szkoła? Czy system edukacyjny ma tu coś do powiedzenia i zrobienia? Z formalnego punktu widzenia – zdecydowanie tak.

Przyjęta w 2010 roku ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie wprowadza szereg zapisów włączających podmioty edukacyjne w misji przeciwdziałania przemocy w rodzinie.

Po pierwsze, przedstawiciele oświaty mogą obok policjantów, pracowników socjalnych i kuratorów wchodzić w skład zespołów interdyscyplinarnych do spraw przeciwdziałania rodziny.

Po drugie, kadra pedagogiczna może zostać włączona w procedurę  „ Niebieskiej karty”. Dziecko które jest krzywdzone w domu może zgłosić się do wychowawcy lub pedagoga szkolna, a ten wszczyna procedury Niebieskiej karty zgłaszając sprawę do zespołu interdyscyplinarnego.

Dla części dzieci może być to łatwiejsza i przystępniejsza formuła niż konieczność zgłaszania przemocy bezpośrednio policji lub w ośrodku pomocy społecznej. Choć oczywiście trzeba pamiętać, że nawet przy tych nowych procedurach wiele dzieci nie przyzna, że jest krzywdzonych przez rodziców czy opiekunów i nie wszystkie sprawy zostaną wykryte.

Po trzecie, przedstawicieli MEN są włączeni w prace Zespołu Monitorującego ds.Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie, który działa przy ministrze właściwym do spraw pracy i polityki społecznej. Dokumenty wypracowane przez zespół stają się następnie wytycznymi dla władz terenowych ( zarówno jednostek samorządu terytorialnego jak i przedstawicieli administracji rządowej , czyli urzędów wojewódzkich, które sprawują nadzór nad realizacją ustawy antyprzemocowej na swoim terenie). Widać zatem, że nie tylko sama szkoła, ale także inne inne organy systemu oświaty są włączone w misję przeciwdziałania rodzinnej przemocy

A co z realizacją?

Te informacje pojawiły się w sprawozdaniu na temat socjalnej funkcji szkoły jakie sporządziły  w ostatnim czasie Ministerstwo Edukacji Narodowej wraz  Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej. Cieszy, że autorzy mówiąc o socjalnym wymiarze szkoły,  nie odgraniczyli się wyłącznie do omówienia kwestii wypłacanych świadczeń materialnych, ale potraktowali sprawę szerzej. Szkoda natomiast, że nie dowiadujemy się ze sprawozdania co z egzekucją wspomnianych zapisów.

  • Jak wygląda powszechność powoływania owych zespołów interdyscyplinarnych?
  • Jak w praktyce wyglądają ich działania? Jakie przynoszą
    efekty?
  • Na ile często pracownicy oświaty angażują się w te działania?
  • Jak często przyczyniają się do wszczęcia procedury „Niebieskiej karty?

Te wszystkie pytania wydają się istotne i przydałoby się aby opinia publiczna jak i odpowiednie podmioty socjalne i oświatowe mogły uzyskać na nie odpowiedź. Bez tej wiedzy nie bardzo wiadomo na ile dobrze system działa i co w nim wymaga usprawnienia.

Sprawa jest pilna. Polskie dzieci są  narażone  na przemoc. I w domu i w szkole.   Zjawisko to nie zawsze jest brane  pod uwagę gdy myślimy o barierach edukacyjnych i mechanizmach szkolnego wykluczenia. Tymczasem w istocie przemoc rodzinna i szkolna  jest właśnie najbardziej drastyczną formą wykluczenia edukacyjno-społecznego,  jakiego mogą doświadczyć dzieci. Stanowi tez najdalej idące pogwałcenie ich praw. Szkoła musi wziąć aktywny udział w ich ochronie.

Brak komentarzy.

Zostaw odpowiedź

Poprzedni:

Następny:

/