MIMOSZKOLNIE | Blog o edukacji i szkolnictwie.

Archive for October 2012

Oct/12

21

Czarne chmury nad świetlicą

Dopiero co człowiek się zżymał i oburzał ze względu na  praktyki kierowania na komisariat dzieci, których rodzice nie zdążą odebrać na czas zamykania świetlicy ( działających zresztą  coraz krócej, bo nie ma kasy),  a tu weekendowej Gazecie Świątecznej  czyta, że spora część świetlic – ale tych środowiskowych, socjoterapeutycznych prowadzonych przez organizacje społeczne – w ogóle  może przestanie  działać.

Dlaczego? Jak dowiadujemy się z tekstu Pacewicza ( „Zabieramy Agnieszce rodzinę i dom” 20-21 października 2012) to  novum przyniosła ustawa o wspieraniu pieczy zastępczej i wspieraniu rodziny,  które nakłada  na prowadzenie świetlic bardzo rygorystyczne wymogi sanitarne i konieczność przejścia przez żmudne, dające małe szanse powodzenia, procedury.

Między godziwymi standardami  a powszechnym dostępem

Żeby była jasność,  elementarne bezpieczeństwo dzieci to kluczowa sprawa. Nie chodzi o to by je zaniedbywać. Wręcz przeciwnie, chodzi o to by je rozszerzyć – o wymiar socjalny i emocjonalny, a temu właśnie służy działalność świetlic socjoterapeutycznych. Państwo powinno wyznaczać pewne standardy, ale przy pomocy takich kryteriów i procedur by nie stanowiły one przeszkody dla organizacji społecznych w realizacji ich dotychczasowej misji. A tak się niestety dzieje. Jak czytamy we wspomniałym artykule „ W  Warszawie udało się zrejestrować kliku placówkom z około setki, w Białymstoku jednej na 16! Resztę czeka likwidacja”

W  tworzeniu regulacji podnoszących bezpieczeństwo i jakość życia nie można przedobrzyć.  Dobra polityka społeczna według mnie jest po części  sztuką szukania optymalnego kompromisu między jakością a dostępnością w warunkach istniejących lub potencjalnych zasobów.  Kwestia standardów jakości pojawia się w polityce społecznej na wielu frontach, zwłaszcza tam gdzie mamy do czynienia z miejscami gdzie sprawowana jest opieka nad ludźmi, szczególnie tymi zależnymi.

Kiedyś motyw ten pojawił się też gdy przeprowadzałem dla Nowego Obywatel wywiad   o  placówkach na rzecz bezdomnych. Mój rozmówca Bogdan Aniszczyk wskazał wówczas, że standardy faktycznie poprawiają warunki życia tych którzy znajdą się pod instytucjonalną opieką, ale przyczyniając się do podnoszenia kosztu pobytu wykluczą możliwość korzystania z pomocy części pozostałym. Tamci pozostaną  bez żadnych standardów,  na ulicy.

Przy świeczce zamiast w świetlicy

Podobnie może stać się z ubogimi  dziećmi, którym zamkną dostępną w okolicy świetlicę. Alternatywą będzie mało bezpieczne podwórko lub nie bardziej bezpieczny miejsce zamieszkania. Przypominają mi się w tym momencie kadry z filmu „ To ja złodziej” w którym główny nastoletni  bohater wraca po zmierzchu do domu i  mijając śpiących po libacji rodziców,   kładzie się spać  pod kocem w wannie, bowiem tylko tam może się położyć. Takie obrazki to nie fikcja filmowa.  Wiele dzieci nie ma własnego biurka, a  w czasie mojej ostatniej  wizytacji w jednym z   OPS na Pradze, dyrektor    wspominał o tym, że na skutek trudności wielu rodzin z uregulowaniem bieżących  rachunków, dzieci w środku Warszawy uczą się przy świeczce. Przy świeczce, a nie w świetlicy.

Pamiętajmy jednak przy tym , ze świetlice to nie tylko sposób na zapewnienie dzieciom namiastki bezpieczeństwa socjalnego ( tradycyjna funkcja polityki społecznej) ale także sposób na ich integrację i rozwój ( coraz częściej podnoszone funkcje nowoczesnej polityki społecznej)  dzieci i młodzieży  najbardziej zagrożonych wykluczeniem i marginalizacją. Nie są więc opiekuńczą przechowalnią, ale powinny być przestrzenią rozwoju, tak jednostki jak i społeczności.

Ku pedagogice ( coraz bardziej)  społecznej

Choć jestem zdania szkoła ze swym obligatoryjnym powszechnym dostępem i programem nadal powinna stać w centrum polityki edukacyjnej, powinna być otoczona instytucjami wspierającymi rozwój dziecka – zarówno społecznymi jak i publicznymi ( a także tymi, które działają na zasadzie partnerstwa).  Sama szkoła nie jest w stanie sobie poradzić z wielością funkcji i problemów często zakorzenionych w środowisku życia dziecka. Właśnie  do uwzględnienia środowiskowych uwarunkowań jednostki nawiązuje pedagogika społeczna, a świetlica socjoterapeutyczna może być jednym ze sposobów realizowania w praktyce tego co podpowiada pedagogiczna refleksja. Dzięki temu wsparciu także instytucje oświatowego rdzenia mogą funkcjonować lepiej. Sprawa świetlic nie jest więc peryferyjne z punktu widzenia całościowej funkcji systemu edukacji w Polsce.

Omówione tu  zagrożenie może stanowić przyczynek do dyskusji nad celami władzy publicznej i metodami jej realizacji.  Ostatnio kończę recenzowanie do Animacji Życia Publicznego książki mojego Andrzeja Zybały pod tytułem  „ Polityki publiczne”. W jednym rozdziałów poświęca sporo uwagi kwestii regulacji, które – jak zauważa autor- są „podstawowym instrumentem działania w politykach”. Jak wynika z przetoczonego przezeń spostrzeżeń prof. Surdeja jednym z poważniejszych ryzyk jest ryzyko przeciążenia regulacyjnego które oznacza, że „ Niewłaściwie sprofilowane regulacje mogą wywoływać trudności w dostosowaniu się do nich”.  Wydaje się, że z takową  sytuacją mamy do czynienia w omawianej sprawie.

Nie tylko  regulacje

Dotychczas wydawało mi się, że słabością obecnej władzy jest raczej przegięcie w drugą stroną, że wciąż ona tkwi w swych dawnych ideologicznych okowach, które każą jej widzieć deregulację lekiem na całe zło ( najwyraźniej widać to obecnie w myśleniu Gowina i jego stronników). Przez pewien czas miałem nadzieję jednak, że platforma z  Tuskiem u steru raczej dryfuje w kierunku zbalansowanej pragmatycznej  orientacji. Wyrazem tego miała być przyjęta przed półtora laty tzw. ustawa żłobkowa, której jednym z ważnych punktów było zniesienie zbyt wysokich wymogów ( analogicznych do placówek służby zdrowia) dla zakładania i prowadzenia żłobków, co miało spowodować wzrost podaży tego typu placówek.

Cóż,  faktycznie odnotowaliśmy wzrost liczby żłobków + innych form opieki nad małym dzieckiem jakie przewiduje wspomniana ustawa, ale jest to wzrost nierównomierny, nierównomiernie rozłożony w skali kraju i istotnie obciążający finansowo samych rodziców, co dla części może być barierą zaporową.
W istocie,  problemu z oczekiwanym rozwojem infrastruktury żłobkowej ( a także szerszej infrastruktury opiekuńczej) nie da się sprowadzić do takich czy innych regulacji, ale należy szukać jego źródeł także w poziomie i sposobie ich finansowania oraz poziomie świadomości władz i obywateli. Głównym problemem nie jest przerost biurokracji, ale niedobór wiedzy i środków oraz ich wadliwa dystrybucja między sektorami i szczeblami administracji.

Państwo uniemożliwiające

Ale są sytuacje że nawet przy istniejących, niewielkich zasobach, złe regulacje mogą utrudnić ich wykorzystanie. Szczególnie ważnym zasobem jest wola ludzi do bezinteresownego poświęcania swojej energii w słusznym społecznym celu oraz doświadczenie zgromadzone przez nich.  Tego typu zasoby zostały zgromadzone w ludziach, którzy tworzą i prowadzą świetlice socjoterapeutyczne i w kapitale społecznym który zgromadzili. Liberalny komentator powie, że w takich sytuacjach państwo powinno nie przeszkadzać. Ja postawiłbym władzy poprzeczkę nieco wyżej – nie tylko nie przeszkadzać, ale także pomagać.
Jeśli problemem wielu dotąd istniejących świetlic, to władze lokalne powinno dołożyć własnych starań by znaleźć odpowiednie pomieszczenia lub dostosować istniejące do stanu w którym można byłoby mówić o spełnianiu standardów.  Rozwiązaniem nie jest likwidacja świetlicy i zaprzestaje jej działalności
.
W  toczonych od lat dyskusji na temat kierunków przekształceń państwa opiekuńczego nieraz pojawiała się koncepcja enabling state, państwa umożliwiającego. W Polsce w niektórych sprawach miewamy scenariusz przeciwstawny – państwa uniemożliwiającego działanie.

Często ofiarą przeregulowania pada właśnie to co dzieje się w sferze społeczno-obywatelskiej i to w tych jej fragmentach, gdzie chodzi o pomoc najsłabszym. Pamiętacie głośne przed paroma miesiącami  zagrożenie jakie pojawiło się przed wolontariatem w placówkach zdrowotnych. Zgodnie z wprowadzonymi wcześniej zapisami placówki zdrowotne uznane za podmioty prowadzące działalność gospodarczą  nie mogły korzystać z opieki wolontariuszy  ( mimo ze – co przytomnie wskazywali  protestujący – tego typu wsparcie miewa fundamentalne znaczenie dla dobrostanu osoby ciężko chorej).  Organizacje się tym zajmujące się wówczas skrzyknęły i łącząc siły przeforsowały zmianę zapisów, by działalność taka wciąż w świetle prawa była możliwa. Nawiasem mówiąc skutkiem tamtejszej awantury było przyspieszenie konsolidacji i integracji ich środowisk  w tej sprawie.   Miejmy nadzieję, że i w sprawie świetlic powstaje analogiczny ruch protestu, który doprowadzi do zmiany niekorzystnych regulacji a także będzie działał na rzecz poprawy warunków w tym obszarze w przyszłości.

Od przeregulowania do prywatyzacji

Nawet  gdyby tak się stało, cała sytuacja nie jest bynajmniej zadowalająca. Nie chcę, żeby głównym katalizatorem większych inicjatyw społecznych była niewydolność państwa. Taki stan rzeczy przyczyni się niepostrzeżenie do czegoś jeszcze groźniejszego niż  mało sensowne regulacje danej sfery życia. Mianowicie, będzie stanowił wodę na młyn dla tych wszystkich środowisk, którym bliska jest stara neokonserwatywna maksyma „ Big government is not a soution to our  problem. Gig governmet is the  problem”.  A jeśli ta wizja demontażu państwa jeszcze silniej się u nas zadomowi, będziemy mieli jeszcze więcej problemów społecznych, których nie rozwiąże  skądinąd wartościowa oddolna  działalność świetlic socjoterapeutycznych.

Poza tym nie chodzi wyłącznie o potencjalne zagrożenia, ale o to za jakim państwem się odpowiadamy. Czy za państwem które przez nieprzemyślaną politykę, będzie liczyć, że zmotywuje rzeczywistość społeczną do skorygowania jego błędów? Czy też odwrotnie, państwo które reaguje na niedoskonałości rzeczywistości społecznej i skutecznie na nie odpowiada?

No tags

System edukacyjny powinien wyciągać do rodziców pomocną dłoń a nie pokazywać represyjną pięść. Koniec końców uderza ona w bezbronne dziecko.

Jak podał dzisiejszy Dziennik Gazeta Prawna( 18 października 2012)  szkoły na różne sposoby dyscyplinują
rodziców, którzy nie dostosowują się do szkolnych regulaminów. Jak się okazuje także do harmonogramu czasu jej pracy. Dodajmy, czasu często dość krótkiego i niezsynchronizowanego z czasem pracy samych rodziców. Jak mówi gazecie Grażyna Puchalska z Komendy Głównej Policji : „ Nie prowadzimy tego typu statystyk, ale z naszych informacji z regionów wynika, że rodzice rzeczywiście odbierają dzieci z komisariatu, bo nie zdążyli do świetlicy”. Świetlice są często otwarte do 16 i 17, więc wielu rodzicom może być trudno zdążyć, zwłaszcza gdy pracują daleko od szkoły.

 

Co więcej czas otwarcia skraca się z przyczyn ekonomicznych. Jak czytamy dalej: Świetlice są zamykane coraz wcześniej z powodów finansowych – samorządy nie mają pieniędzy na prowadzenie dłużej tych obiektów. Tak jak na przykład w Szkole Podstawowej nr 7 w Tychach. Tam w
ubiegłym roku rodzice mogli zostawić dzieci do 17, a w tym – do 16
”.

 

Najboleśniejsze skutki tych praktyk ponosi jednak sam uczeń. Wyobraźmy sobie małe biedne, bezbronne dziecko, po które nikt nie przyszedł. Już sam widok, że po rówieśników przychodzą dorośli, a ono zostaje samo jest nieprzyjemny. Może temu towarzyszyć poczucie opuszczenia a także naznaczenia ( co też jest zależne od tego jak zachowują się rówieśnicy i świetlicowi opiekunowie). A później jeszcze czeka ich wizyta w komisariacie. Dla wielu, jeśli nie dla wszystkim, uczniów jest to sytuacja stresogenna.

 

Tymczasem stresów – przynajmniej niektórych – należałoby dzieciom oszczędzić.  Być może element stresu w
życiu szkolnym nie bywa szkodliwy, o ile działa motywująco, np. przed szkolnym testem ( choć i tu można się zastanowić czy nie przedłużyć okresu kształcenia  z obecnych klas I-III, w którym zamiast testów
na oceny robione są diagnozy postępów w nauce, jak to ma miejsce w szkołach skandynawskich). O ile  ten ostatni
postulat – zgłaszany ostatnio choćby przez dr Sadurę – jest wart przedyskutowania, o tyle nie ulega dla mnie wątpliwości że pewne rodzaje stresu i nieprzyjemności powinny być dzieciom oszczędzone. Zwłaszcza, że wiążą się z sytuacją na które
one nie mają wpływu.

 

Jeśli dzieci mają oswajać się z wizerunkiem komisariatu i funkcjonowaniem policji, powinno to być robione w ramach ścieżek przedmiotowych lub na lekcji wychowawczej, np. poprzez wizyty funkcjonariuszy policji, którzy opowiadaliby dzieciom o zasadach bezpieczeństwa, o możliwościach pomocy ze strony tych służb itd. Wtedy to ma sens, ale nie wówczas gdy bogu ducha winne dziecko po godzinach tuła się po komisariatach w oczekiwaniu aż odbiorą je stamtąd rodzice.

 

W tym roku obchodzimy Rok Korczakowski  upamiętniający wybitnego pedagoga i humanistę który apelował by istniejące instytucje dostosowywać do wrażliwości dziecka, by zapewnić mu opiekę i emocjonalne bezpieczeństwo, by nie czuło się osamotnione w swoim społecznym i instytucjonalnym otoczeniu. Jako socjaldemokrata nie jestem
przeciwny by dzieciństwo przebiegało w otoczeniu rozmaitych instytucji edukacyjno-społecznych, jednak nie w taki sposób jak tu, gdzie wrażliwość i podmiotowość dziecka nie jest brana pod uwagę, a istniejące praktyki raczej
pogłębiają jego alienację w świecie dorosłych i rówieśników.

 

Warto jednak zwrócić przy tej okazji  na dwa procesy leżące u źródeł tego problemu.

Po pierwsze, wymiar opiekuńczy systemu oświaty szwankuje. Zamiast go rozszerzać, uszczupla się go, czego namacalnym wyrazem jest krótszy czas otwarcia szkolnych świetlic. Myśleniu w kategoriach monetarnym ustępuje myślenie o dobrostanie dziecka i jego potrzebach w zakresie opieki. Także w czasie pozalekcyjnym.  Należy się zastanowić co zrobić by świetlice mogły działać dłużej. Najlepiej w godzinach jeszcze późniejszych niż
17.00.  Może należy przeznaczać środki na zatrudnienie dodatkowych opiekunów lub zamiast zwalniać nauczycieli zobowiązać
ich do dłuższego czasu pracy poza pensum tablicowym?). Przypomnijmy, że dla wielu dzieci, z rodzin żyjących w nędzy ( np. w domach gdzie nie mają własnego kąta, a lekcje mogą odrabiać przy świeczce, bowiem wyłączyli prąd, na co mi
zwrócił uwagę ostatnio dyrektor jednego z praskich MOPS-ów),  a tym bardziej w rodzinach dysfunkcyjnych,
możliwość dłuższego pobytu w świetlicy to wybawienie.

Po drugie, w świetle takich sytuacji jak ta wyżej opisana,  w całej okazałości widzimy uboczne skutki likwidacji tak dużej liczby placówek szkolnych. Dzieci nadal zachowują bezpłatnego kształcenia w szkole publicznej, ale muszą do niej dojeżdżać daleko. Dla wielu rodziców odebranie ich w wąsko wyznaczonych porach może być trudne,
jeśli to koliduje z terminami pracy. A do tego trzeba doliczyć dojazd, co dla osób niezmotoryzowanych nie przebiega błyskawicznie. Osoby takie i tak narażone na niedogodności są jeszcze dodatkowo karane. Na to się nakłada fakt, że
mnóstwo osób pracuje w formach pozakodeksowych ( często wykonując czynności które kwalifikowałyby się do umowy o pracę, ale w obliczu czyhającego za plecami widma bezrobocia, boją się o to upomnieć) gdzie często są zmuszeni do nie-
limtowanej pracy w nadgodzinach, w czasie nieregularnym. Zresztą nawet etatowi pracownicy często jak mogą biorą nadgodziny, zwłaszcza, że płace realne ( czego dowodzą choćby wyniki badań GUS za ostatni kwartał) spadają,  a udział working poor wśród posiadających umowę o pracę jest również wysoki.  Często rodzice więc nie zdążają na ( restrykcyjnie wyznaczony) czas nie z własnej winy ( zresztą nawet gdyby były to spóźnienia „ zawinione” i system powinien  dołożyć starań by jak najmniej ucierpiało na tym dziecko.

 

Warto zatem na tytułową praktykę spojrzeć  w świetle tych głębszych procesów, a nie w oderwaniu od nich. Trudno bowiem ten problem rozwiązać wprowadzając taki a taki zapis w obowiązującym prawie lub w szkolnym regulaminie. Mamy za to do czynienia ze struktruralnymi sprzecznościami między opiekuńczymi zadaniami szkoły a niewystarczającymi zasobami ( finansowymi, czasowymi, kadrowymi) przeznaczonymi  na ten cel.

 

Powyższe rozważania pokazują, że na wielu polach człowiek jest dyscyplinowany względem sztywnym ram ekonomicznych, a gdy nie uda mu się w nich zmieścić, jest surowo karany. Tymczasem to właśnie owe instytucje powinniśmy dostosowywać do ludzkich potrzeb, rodziców i dzieci.

 

Powyższy artykuł zatytułowałem „ Z  świetlicy na komisariat”. W sensie literalnym chodzi oczywiście o to co nieraz dzieje się z dzieckiem po szkole. Ale w sensie metaforycznym ów tytuł symbolizuje pewne ( potencjalne lub już istniejące)
kierunki rozwoju polskiego systemu oświaty. Jeśli nie będzie system  wydolny w realizacji swych funkcji wychowawczych czy opiekuńczych, konsekwencje tego będą spływały do komisariatu. Im mniej sprawnego działania służb opiekuńczych(
socjalnych i edukacyjnych) tym częściej będą wkraczały służby o profilu siłowym, związane z zapewnieniem bezpieczeństwa.  Nie takiej drogi życzyłby polskim dzieciom Korczak i nie taka droga doprowadzi nas do inkluzyjnego społeczeństwa wiedzy.

 

 

(more…)

No tags

Oct/12

16

(Prawie) wszystko zgodnie z prawem.

 

W ujawnionej w poniedziałek, skandalicznej historii jednego z wrocławskich klubów malucha – punktu żłobkowo-przedszkolnego „Zaczarowana Kraina Puchatka” – nie ma pozytywnych bohaterów. Są ofiary – katowane dzieci – i wielu oprawców, spośród których jedni grzeszą chciwością, inni zaniechaniem. (more…)

· · ·

/